W piątkowy wieczór zakończyłem składanie
świeżo pomalowanych części roweru, pompowanie kół i pakowanie
roweru do auta. Krótki sen i już piękny, słoneczny sobotni poranek
- jedziemy z Ewą do Wolsztyna. Na miejscu byliśmy o godzinie dziesiątej
- tłumy ludzi i samochodów zgodnie z przewidywaniami, na szczęście
rower szynowy na pace załatwia nam wjazd na parking na terenie
stacji, przy peronie, przy którym stoją drezyny, gdzie jest jeszcze
parę wolnych miejsc.
Przed wyciągnięciem roweru z auta postanowiliśmy zrobić obchód
wokół stacji. Po drodze spotykamy Mikołaja (na stoisku z pamiątkami
kolejowymi). W pobliżu parowozowni większe tłumy, umykamy więc
szybko nad jeziorko, które znajduje się za terenem stacji, aby
dojść do ruchliwej drogi i przejść wiaduktem nad stacją, pośrodku
wiaduktu postanawiamy zejść jednak na stację, na peronie witamy
piękny, opływowy niemiecki parowóz (18 201), który właśnie majestatycznie
wjechał na stację; potem szybkie zakupy w Biedronce i wracamy
do auta w okolice toru "drezynowego".
Rozłożenie roweru zajmuje ok. 10-15 minut.
Na torze stoi już rower Szymona z Wrocławia, również zbudowany
w oparciu o zwykły rower, ale 1, a nie 2 :) a dzięki zmyślnej
konstrukcji ma znacznie mniejsze opory toczenia, niż mój. Wielu
zwiedzających ogląda z zainteresowaniem nasze pojazdy i pozostałe
drezyny. Drezyny ręczne Grodziskiej Kolei Drezynowej oraz Sowiogórskiego
Bractwa Kolejowego wożą chętnych po niewielkim odcinku toru, do
momentu rozpoczęcia parady parowozów, gdy na prośbę organizatorów
drezyny zamarły w bezruchu, aż do chwili rozpoczęcia parady drezyn,
w której wzięły udział wszystkie za wyjątkiem rowerów szynowych
(ze względu na dużą ilość rozjazdów "anglików" po drodze
na tor, na którym odbywała się parada).
Po "paradowaniu" ekipy drezyniarzy
z rosnącą niecierpliwością czekają na sygnał wyjazdu na szlak
do Konotopu (PLK na sobotnie popołudnie udostępniła nam fragment
linii Wolsztyn - Żagań). Rosnący czas oczekiwania powoduje, że
duża drezyna z Zielonej Góry z rozczarowaniem ląduje na pace żuka
i odjeżdża, niestety nie po szynach. Z oczekiwania rezygnują kolejne
osoby, aż jednak następuje upragniony moment - wykonujemy manewry
w celu przestawienia drezyn na tor do wyjazdu na Konotop, chwila
oczekiwania - i ruszamy. Miałem okazję jechać maluchem-drezyną
Mogileńskiego Stowarzyszenia Sympatyków Kolei (ze względu na brak
współpasażera - bo Ewa wyjechała wcześniej do Wrocławia - złożyłem
rower i zapakowałem do auta). Podróż maluszkiem upływała w miłej
atmosferze, wzmacnianej od czasu do czasu głośnym sygnałem syreny
(kiedyś pracującej na "prawdziwej" lokomotywie), w którą
nasz pojazd był wyposażony. Oczywiście wzbudzaliśmy niemałe zdziwienie
wśród ludzi znajdujących się w okolicy torów, a każdy z gapiów
posiadający jakieś urządzenie do fotografowania uwieczniał moment
naszego przejazdu. Konotop osiągneliśmy bez przeszkód; tam nastąpiło
zawrócenie malucha do jazdy z powrotem (Tomek - właściciel maluszka
- poradził sobie z tym bardzo sprawnie, wyjeżdżając z szyn na
przejeździe drogowym i po prostu zawracając auto-drezynę).
Do Wolsztyna wróciliśmy o zmroku. Przed
semaforem wjazdowym przesiadłem się do dużej drezyny ręcznej GKD
(którą zresztą miałem pierwotnie jechać) i w ten sposób wjechaliśmy
na stację. Wszystkie drezyny oprócz naszej zostały skierowane
na tor, z którego mogły zostać zapakowane na lawety tudzież na
którym mogła nastąpić wymiana kół na drogowe (w przypadku malucha
i warszawy). Nasza drezyna wjechała na obrotnicę i pojechała do
hali parowozowej na zasłużony odpoczynek.
W niedzielę, po noclegu w Rakoniewicach,
standardowo już organizowanym przez Dawida z GKD (skorzystało
z niego parę osób, które nie pojechały na linię Kunowice-Cybinka,
która również została udostępniona miłośnikom drezynowania), udałem
się do Grodziska Wlkp., gdzie pojawił się również maluch z Mogilna
i warszawa z Warszawy wraz z przedstawicielami TV Polsat, którzy
przygotowywali program o drezynach. Rozłożyłem swój rower i wspólnie
z Jarkiem i Agnieszką postanowiliśmy pojechać nieczynną linią
do Opalenicy (Jarek wziął 1-osobowy rower GKD). Niestety nie zajechałem
daleko - ok. 1,7 km za stacją jedna z szyn była tak mocno zasypana
na dłuższym odcinku i nie dało się jechać po niej rowerem, więc
postanowiliśmy wrócić do Grodziska. Jarek jednak nie dał za wygraną
i przedarł się przez zasypany i zarośnięty szlak (małym rowerem
było mu łatwiej, zwłaszcza że siodełko w rowerze GKD znajduje
się po lewej stronie - czyli nad lewą szyną, a po prawej jest
tylko pojedyncze kółko trzymające rower na szynach, które w tym
przypadku toczyło się po zasypanej szynie). W czasie, gdy z Agnieszką
wracaliśmy do Grodziska, składaliśmy rower, pakowaliśmy go do
auta i jechaliśmy już drogą w stronę Opalenicy, Jarek pokonał
prawie 7 km od Grodziska. Pozostałe kilometry były już tylko formalnością
:) zwłaszcza że szlak był w dobrym stanie (jak na rower oczywiście),
nie licząc zaasfaltowanych przejazdów.
Przez cały weekend pogoda dopisała, humory
również. Do zobaczenia w Wolsztynie za rok!
Zdjęcia wykonane przez Jarka można obejrzeć
na stronie GKD:
zdjęcia
- sobota :::: zdjęcia
- niedziela
FILMY z przejazdu maluchem
- drezyną:
Manewry
na stacji przed wyjazdem do Konotopu (AVI 4.66MB, XVID)
Wyjazd
ze stacji, defekt drezyny przed nami (AVI 5,71MB, XVID)
Wyjazd
ze stacji - c.d. (AVI 2,73MB, XVID)
Na
szlaku tuż za Wolsztynem (AVI 7,89MB, XVID)
Gdzieś
na szlaku pomiędzy Kębłowem a Świętnem (AVI 10MB, XVID)
Powrót
do Wolsztyna - na szlaku za Konotopem (AVI 4,5MB, XVID)
|